Jaki catering najlepiej chodzi na stołecznych bankietach? - rozmowa z Tomaszem Szczepankiem

Data wydarzenia: 
wtorek, 14 Luty, 2017 - 15:30

Z Tomaszem Szczepankiem, reżyserem „Wielkiej wygranej” w Teatrze Żydowskim, rozmawia Wiesław Kowalski.

Po niezwykle udanym czytaniu performatywnym „Wielkiej wygranej” w ramach projektu „Przepisy domowe”, w marcu do repertuaru Teatru Żydowskiego dzieło Szolema Alejchema przepisane przez Martę Guśniowską trafi jako pełny spektakl. Powiedz jak dotarłeś do tego tekstu, co było najpierw - Alejchem, czy od razu Guśniowska. Kuratorem tego eksperymentalnego projektu, mającego za cel uwspółcześnienie klasyki żydowskiej, był Mike Urbaniak.

Gdyby nie Mike, pewnie nigdy nie usłyszałbym o "Wielkiej wygranej" Szolema Alejchema, a już na pewno bym jej nie przeczytał. Jako że na tekst Marty musiałem trochę poczekać – idea cyklu była taka, że utwory dramaturgów trafiały na salę prób prosto z taśmy produkcyjnej – to w ramach przygotowań postanowiłem przeczytać sobie sztukę Alejchema. Oryginał nie skradł mojego serca. Z tekstem Guśniowskiej było inaczej.

Szolem Alejchem jest jednym z najważniejszych pisarzy piszących w języku jidysz. Interesowała Cię wcześniej kultura żydowska i twórczość autora wielu powieści, opowiadań, bajek dla dzieci, które tłumaczono na niemal wszystkie języki świata?

Do czasu „Przepisów...” nie interesowałem się Alejchemem i jego twórczością. Natomiast jeśli chodzi o kulturę żydowską, to myślę, że trudno byłoby się urodzić w naszej szerokości geograficznej i nie interesować się nią... zwłaszcza kiedy mieszka się w Warszawie.

„Wielka wygrana” („Dos grojse gewins) to tekst powstały w 1915 roku; był dotychczas w Polsce wystawiony kilkakrotnie (w 1985 roku na deskach Teatru Żydowskiego reżyserem spektaklu był Jakub Rotbaum, a Bellę grała obecna dyrektor tej instytucji, Gołda Tencer), po raz pierwszy jednak zobaczymy go w wersji stworzonej przez Martę Guśniowską, wybitną dramatopisarkę utworów dla dzieci, która coraz częściej używa swojego niecodziennego pióra na potrzeby sztuk dla dorosłych. Jaki jest Twój stosunek jako reżysera do „przepisywania” tekstów klasycznych na nowo. Czy w tym przypadku można mówić tylko o inspiracji, czy też o zupełnie autonomicznym tekście?

Autonomia tego tekstu polega na tym, że można go wystawić, nie wymagając od widza znajomości dzieła Alejchema. Moim zdaniem Marta jedynie inspiruje się oryginałem tworząc własny utwór mocno oderwany od pierwowzoru. I robi to świetnie, czego jej gratuluję i trzymam kciuki za jej następne projekty w teatrze „dla dorosłych”. Nie mam specjalnego stosunku do „przepisywania” klasyki. To jak się pozyskuje materiał dramaturgiczny jest dla mnie sprawą drugorzędną. Ostatecznie chodzi o to, co ludzie zastaną na scenie i z czym wrócą do domów, o ile mają z czym wracać. A czy lepiej inspirować się papirusem sprzed kilku tysięcy lat, czy wycinkiem z rubryki towarzyskiej pt. „Znani i lubiani po godzinach za to jeszcze w makijażu”... niech akademicy nad tym dyskutują.

Dramat Alejchema jest ludową komedią, której bohaterem jest biedny Szymełe Sorokier nagle stający się właścicielem wielkiej wygranej na loterii. Co dzisiaj ta z pozoru prosta historia może nam powiedzieć o współczesności? I o człowieku, dążącym do szczęścia? Na ile spektakl, nad którym pracujesz, będzie czystą komedią, na ile próbą powiedzenia czegoś serio o naszej dzisiejszej kondycji człowieka?

Myślę, że jeśli jest jakiś gatunek sceniczny, który może nam coś „na serio” powiedzieć o człowieku, to jest to właśnie komedia. Los ludzki z perspektywy jednostki jest zwykle taki sam – coś tam się dzieje, a na końcu i tak umieramy. Co można z tym zrobić? Jakimś wyjściem jest obiektywizacja indywidualnego doświadczenia poprzez dystans, a dystans – całe szczęście – pozwala na uśmiech... Coś takiego widzę w tekście Marty. Jest to prawdopodobnie tak samo współczesne, jak i ponadczasowe ujęcie tematu, jakim jest nasza chwilowa obecność na tej planecie. A poza tym będziemy zastanawiać się nad tym, jaki catering najlepiej chodzi na stołecznych bankietach, jakiego rodzaju printy będą modne w nadchodzącym sezonie i czy nasze rozczarowania związane z posiadaniem wielkich pieniędzy są równie wielkie jak nadzieje na ich zdobycie.

O „Wielką wygranej” mówi się jako o komedii muzycznej w trzech aktach. W Twoim spektaklu muzykę tworzy Igor Przebindowski, który dotychczas najczęściej współpracował z Agnieszką Glińską w Teatrze Studio, gdzie i Ty w 2013 roku wyreżyserowałeś „Anarchistkę” z Jadwigą Jankowską-Cieślak i Dorotą Landowską. Powiedz na ile ważne będą w Twoim spektaklu muzyka i taniec, bo choreografię przygotowuje Aleksandra Dziurosz, znana choćby ze współpracy z Warszawskim Teatrem Tańca?

Jak wcześniej wspomniałeś „Wieka wygrana” jest komedią ludową. Jako przedstawiciel ludu stwierdzam, że muzyka oraz taniec ułatwiają percepcję sztuki zwłaszcza tej, która ma traktować o czymś „ważnym”. W warstwie estetycznej będziemy nawiązywać przede wszystkim do tego, co oferuje popkultura, bo to ona stanowi dzisiejszy ekwiwalent niegdysiejszej sztuki ludowej – tak mi się wydaje. Wierzę w to, że Ola i Igor oczarują widzów Teatru Żydowskiego swoimi talentami tak, że finałowym bisom nie będzie końca...

Scenografię i kostiumy do spektaklu przygotowuje Paweł Cukier. Powiedz jak dobierasz sobie współpracowników do swojej reżyserskiej pracy. Czy szukasz w nich podobnego spojrzenia na sztukę, czy też podobnej wrażliwości teatralnej? A może wolisz kiedy podczas pracy ścierają się różne punkty widzenia? Co o tym decyduje?

Z Pawłem pracujemy od kilku lat i jest to relacja oparta na zaufaniu i uznaniu innego punktu widzenia, który – tak się składa – w naszym przypadku zazwyczaj jest zbieżny. Wynika to pewnie z mianownika wspólnych doświadczeń pokoleniowych, podobnych inspiracji i sposobów ich pozyskiwania. Poza tym wychodzę z założenia, że każda osoba, która wchodzi na salę prób, jest twórcą obdarzonym wyjątkowym potencjałem. Jej obecność wprowadza niepowtarzalną jakość, która drugi raz we wszechświecie się nie zdarza. Głupotą byłoby tego nie dostrzec, czy też uniemożliwić zamanifestowanie się tego we wspólnej pracy. Ciekawi mnie to, co ludzie mają do zaoferowania i w jakiś sposób na to czekam.

W stosunku do czytania performatywnego w spektaklu zmieniła się nieco obsada. To wynik nowych ustaleń z Dyrekcją, czy też tekst w międzyczasie uległ jakimś przeobrażeniom?

Jest to skutek zestawienia dotychczasowych planów obsadowych z planami repertuarowymi Teatru na ten sezon. Chciałbym zaznaczyć, że zarówno pierwszy skład, jak i drugi uwiódł mnie swoim zaangażowaniem i otwartością. Aktorzy Teatru Żydowskiego są obłędni. Polecam przekonać się o tym na własnej skórze przy okazji najbliższej premiery.

Gdybyś miał dzisiaj Widzów zaprosić na swój spektakl, to jak byś ich do zobaczenia przedstawienia zachęcił?

Trudne zadanie zachęcania widzów zostawię chyba profesjonalistom z działu PR. Wolę skupić się na spektaklu.

To może ja spróbuję: Czy jest możliwość powrotu do stałego ładu, kiedy nagle cały świat wywraca nam się do góry nogami i wszystko pada na łeb i szyję? Czy można wtedy pozostać wiernym sobie i swym ideałom? Myślę, że to tylko niektóre z pytań, które nasuną się po obejrzeniu tej szalenie zabawnej i zwariowanej komedii muzycznej, która już od 10 marca zagości w repertuarze Teatru Żydowskiego w Warszawie.

<<źródło wywiadu>>