Przede wszystkim gramy - z Gołdą Tencer rozmawiał Wojciech Giczkowski z teatrdlawas.pl

Data wydarzenia: 
środa, 26 Kwiecień, 2017 - 11:30

W Warszawie panuje duże zamieszanie. Nie tylko Pani teatr ma kłopoty. W Warszawskiej Operze Kameralnej te problemy są chyba równie poważne. Jaka jest aktualna sytuacja Teatru Żydowskiego im. Estery Rachel i Idy Kamińskich i Centrum Kultury Jidysz?

- Sytuacja teatrów jest rzeczywiście trudna, ale każda jest inna. My zostaliśmy z dnia na dzień pozbawieni swojej siedziby.

I to w sytuacji, gdy teatr dostał skrzydeł.

- Nie mnie to oceniać. Prawda jest taka, że dostaliśmy mnóstwo nagród, zarówno aktorzy, jak i reżyserzy. Zmieniliśmy trochę profil teatru i wtedy zamknięto nam drogę do dalszej pracy oraz artystycznych poszukiwań. Dla nas jest to sytuacja bardzo bolesna. Umówiliśmy się z Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym Żydów w Polsce i z Ghelamco, że Teatr Żydowski będzie grał do końca. Najpierw miała zostać zburzona ta część naszego budynku, gdzie są pomieszczenia biurowe i na jej miejscu powstać miał nowy Teatr. Po tym, jak się do niego przeniesiemy podczas wakacji i zaczniemy grać, zburzona miała być nasza stara scena. Stało się coś zupełnie innego. 
Zostaliśmy pozbawieni swojej siedziby. Jeżeli są cuda, to cudem jest, że znaleźliśmy siedzibę tymczasową na Senatorskiej z maleńką sceną i widownią na 50 osób. Nie jesteśmy jednak sceną niszową, ale teatrem o ogromnym repertuarze. To maleńka scena, ale jest nasza i bardzo dużo się tutaj dzieje. Pokazujemy nasze popularne przedstawienia: „Aktorów żydowskich”, Śmierć pięknych saren, "One Same. Bardzo nam pomogła pani Wanda Zwinogrodzka, Wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Po rozmowie z nią otrzymaliśmy możliwość grania w Klubie Dowództwa Garnizonu Warszawa przy alei Niepodległości.

Może to będzie miejsce szczęśliwe dla Was. Bo przypomnę, wcześniej grał w tym miejscu pozbawiony sceny Teatr Kwadrat, który obecnie ma luksusowe warunki do prezentacji repertuaru w samym centrum Warszawy.

- Wcześniej grał tam także Teatr Powszechny. Jednak pamiętajmy, budynek Teatru Żydowskiego na placu Grzybowskim miał duszę. Wcześniej myślałam, że teatr to budynek. Teraz wiem, że teatr to są ludzie. Na deskach tego teatru występowali najwięksi nasi aktorzy. Do prób mamy wynajętą salę na ulicy Śliskiej, a w Wilanowie znajduje się magazyn rekwizytów i dekoracji. Wszystko jest wynajęte i nasz dzień pracy to ciągła jazda pomiędzy tymi miejscami, a to jest bardzo uciążliwe. Ale przede wszystkim gramy. Podjęliśmy też współpracę z TR Warszawa i naszą najnowszą premierę „Malowanego Ptaka” zagramy w siedzibie TR, w budynku ATM Studio.

Tymczasem w teatrze dzieje się bardzo dużo. Po sukcesie „Szabasowej dziewczyny” i „Szoszy” wg Singera, kolejna premiera to znów sukces. Uwspółcześniona klasyka żydowska „Wielkiej wygranej”, zaadaptowana na nowo przez Martę Guśniowską, to przebój teatralny. Jak to jest - co Teatru Żydowskiego nie zabije, to go wzmocni?

- Aktorzy Teatru Żydowskiego w Warszawie wystąpią w niezwykłym projekcie jednej z najciekawszych reżyserek młodego pokolenia, Agaty Dudy-Gracz. 28 kwietnia przywołają w pamięci niepowtarzalną magię świata Brunona Schulza i staną się pacjentami jego „Sanatorium pod Klepsydrą”. Wszystko rozgrywać się będzie w jednym z gmachów nowej siedziby Sinfonii Varsovia, w którym do niedawna mieścił się Instytut Weterynaryjny SGGW. Widzowie będą mieli niepowtarzalną okazję odwiedzić to miejsce z wieloletnią historią na chwilę przed remontem i odbyć wraz z artystami niezwykłą podróż na pograniczu jawy i snu. Wstęp na ten performance będzie wolny. 
Planowana jest również premiera „Golema” Halperna Lejwika w reżyserii Mai Kleczewskiej, według dramaturgii Łukasza Chotkowskiego. Utwór z 1921 roku to sztuka oparta na żydowskiej legendzie o istocie utworzonej z gliny na kształt człowieka, pozbawionej jednak duszy i zdolności mowy.

W koprodukcji z Teatrem Polskim w Poznaniu powstał „Malowany ptak”, druga część dyptyku Mai Kleczewskiej i Łukasza Chotkowskiego. Czy nie jest Pani żal, że inscenizacja ta nie powstała w Warszawie? Kiedy to przedstawienie, grane przecież z udziałem aktorów Teatru Żydowskiego, zobaczymy w stolicy?

- Dla nas to jest tak samo nasza premiera. Zagramy „Malowanego ptaka” w siedzibie TR w budynku ATM. Maciej Nowak, obecny dyrektor artystyczny Teatru Polskiego w Poznaniu, od początku nie krył swojego oburzenia wobec tego, co wydarzyło się przy Placu Grzybowskim w Warszawie. Przypomnę, że decyzja o podjęciu kooperacji dwóch naszych teatrów przy produkcji „Malowanego ptaka” była oparta na tym, że będzie wykorzystana scenografia z „Dybuka”, która jest rekonstrukcją już nie istniejącej, dawnej sali prób w Teatrze Żydowskim. Premiera w Poznaniu, w której oczywiście uczestniczyłam, była poruszająca i zapewne taką samą dyskusję wywoła premiera warszawska, która odbędzie się już w maju.

Teatr Żydowski w takiej niepewnej sytuacji lokalowej jest także zorientowany na działania teatralne i parateatralne, wychodzące daleko poza waszą podstawową działalność artystyczną. Jakie w tej sytuacji planuje Pani nowe działania typowo kulturalne na terenie całego miasta?

- Bardzo lubię i cenię wszystkie okołoteatralne wydarzenia i bardzo dużo się u nas dzieje. Nasze Centrum Kultury Jidysz, o którym bardzo mało się mówi, powstało 10 lat temu i na początku było prowadzone przez Fundację Shalom, którą osobiście założyłam przed 28 laty, a teraz działa pod auspicjami Teatru Żydowskiego. Na Uniwersytecie Trzeciego Wieku 200 studentów uczy się hebrajskiego, jidysz i angielskiego. Mamy mnóstwo wykładów na temat kultury żydowskiej. To jedyny taki Uniwersytet na świecie. Mamy także Żydowski Uniwersytet Otwarty, w którym pod patronatem Uniwersytetu Warszawskiego studiuje około 100 osób. Studenci mogą uzyskać u nas zaliczenia swoich zajęć. W Centrum Kultury Jidysz pobiera się naukę tego języka na trzech poziomach. Przez cały okres naszej działalności wykształciliśmy około 100 tłumaczy literatury, naukowców, którzy w swej pracy zajmują się problemami związanymi z kulturą i nauką żydowską.
Oprócz tego mamy zajęcia z wycinanek żydowskich, które prowadzi Monika Krajewska, z rysunku - prowadzone przez Izę Fijałkowską, a nawet z gotowania. Mamy ponadto grupy teatralne. Pierwszą prowadzi Tina Winnicka - to najlepsza w Polsce grupa teatralna, która zdobywa puchar za pucharem. Druga to teatr lalkarski Katarzyny Batarowskiej, do którego lalki robią nasi studenci, a swoje przedstawienia prezentują dzieciom w domach dziecka i szpitalach. Poza tym mamy warsztaty nauki tańców żydowskich i polskich. Jest jeszcze pantomima prowadzona przez Ryszarda Kluge. Wszystkie spotkania odbywają się na ulicy Andersa 15. Zawsze na koniec roku jest podsumowanie działalności CKJ, na które do Klubu Garnizonowego już teraz zapraszam. Za chwilę zaczynamy 15 seminarium z języka jidysz. Przyjadą słuchacze z całego świata. Można przychodzić, bo zapisy już trwają. Fundacja Shalom otrzymała odznaczenie za Najlepszy Produkt Turystyczny czyli Festiwal Singera i takie samo odznaczenie otrzymaliśmy od Wojewody Mazowieckiego.

Jest pani również znana publiczności z nagrań piosenek w języku jidysz i po polsku, m.in. „Miasteczka Bełz”. Pani popularność na pewno kusi wielu artystów z całego świata, aby nagrać z panią duety piosenek. Czy nowe utwory z przedstawienia „Wielka wygrana” nie inspirują Pani do nagrania nowej płyty?

- Miło, że pan tak myśli. Nie wiem na ile ja o tym myślałam, a ile dostałam propozycji z zewnątrz. Jeżeli staje się na czele takiej organizacji jaką jest teatr, to jak każda matka najpierw myślę o zabezpieczeniu swoich podopiecznych. W takiej pracy zapominam o sobie. Może jednak warto o tym pomyśleć. Kocham śpiewać, no i może to będzie natchnienie dla mnie. Póki co trudno jest mieć pomysł na siebie przy tylu obowiązkach. Od dwóch lat jestem namawiana do pisania wspomnień. Już jestem spóźniona z pisaniem półtora roku. Ale obiecuję, że napiszę najciekawiej jak tylko można.

Wojciech Giczkowski
teatrdlawas.pl