Back to top

Aktualności

Jesteś tutaj

Aktualności

Różne odcienie Marca ‘68 - z Gołdą Tencer rozmawia Wiesław Kowalski

 

Z Gołdą Tencer, dyrektorem Teatru Żydowskiego w Warszawie, rozmawia Wiesław Kowalski

W tegoroczne obchody Marca ’68 włączyły się obok Pani Teatru również m. in. Teatr Polonia, Teatr Powszechny i Teatr Polski w Warszawie. Ma to zapewne związek z obchodami 50-lecia tych tragicznych wydarzeń w tym  roku. Ten fakt musi Panią cieszyć? 

Oczywiście, że z jednej strony mnie cieszy, choć z drugiej strony chciałabym, żeby takie inicjatywy nie były jednorazowe, żeby nie odbywały się tylko z okazji okrągłych rocznic, ale były organizowane w tym czasie co roku. Pragnę przypomnieć, że Teatr Żydowski i Fundacja Shalom od wielu lat organizują w marcu okolicznościowe przedstawienia, koncerty i spotkania. Dwadzieścia lat temu odsłoniliśmy na Dworcu Gdańskim – to było dla wielu osób pochodzenia żydowskiego ostatnie miejsce pożegnania z Polską - pamiątkową tablicę ze słowami Henryka Grynberga "Tu więcej zostawili po sobie niż mieli". Spotykamy się pod tą tablicą rokrocznie. Chcemy nadać temu upamiętnieniu również wymiar edukacyjny, albowiem – mam takie przekonanie – młodzi ludzie tak naprawdę niewiele wiedzą na temat tego, co się wtedy wydarzyło. O Marcu’68 nie mówi się w szkołach, dlatego swymi działaniami chcemy zainteresować tym tematem jak największą liczbę mieszkańców Warszawy. Bo jest to w końcu nasza wspólna historia.

Bardzo się cieszę, że w Teatrze Polonia powstaje spektakl na podstawie książki „Zapiski z wygnania” Sabiny Baral w wykonaniu Krystyny Jandy. Autorkę poznałam w Izraelu, na jednym z pierwszych reunionów Marca 1968. Kręciłam wtedy film dokumentalny na temat tamtych wydarzeń i w filmie tym opowiedziałam m.in. jej historię. Później nasze drogi rozeszły się na prawie 30 lat. Spotkałyśmy się znów, kiedy Sabina Baral przesłała mi maszynopis swojej książki z prośbą, bym napisała do niej wstęp. Kiedy książka się ukazała zorganizowałam w Teatrze Żydowskim wieczór autorski. Fragmenty czytała Krystyna Janda, całość poprowadził Remigiusz Grzela. I pod pływem atmosfery tego spotkania narodził się pomysł, żeby przenieść ten tekst na scenę. Dlatego tak bardzo się cieszę, że w 50 rocznicę Marca ’68 w Teatrze Polonia usłyszymy głos Sabiny Baral i tysięcy emigrantów marcowych, że główną rolę zagra Krystyna Janda, a reżyserii podjęła się Magda Umer.

Czy te wszystkie artystyczne przedsięwzięcia, które się w marcu odbędą mogą jakoś wpłynąć na sytuację jaka powstała na linii Polska – Izrael po wprowadzeniu nowelizacji ustawy o IPN?

Mam nadzieję, że wszyscy pracujemy nad tym, żeby stosunki jak najszybciej się unormowały, choć z obserwacji tego co się dzieje widać, że sytuacja zmienia się z dnia na dzień. A przecież nad uzdrowieniem tych relacji pracowaliśmy od wielu lat. Wielu naszych przyjaciół, którzy mieli przyjechać na tegoroczne obchody Marca ’68, rezygnuje z przybycia do Polski, albowiem trudno przewidzieć, co się jeszcze może do tego czasu wydarzyć. Dziesięć lat temu na Dworcu Gdańskim prezydent Kaczyński wysłuchał naszej odezwy, w której Fundacja Shalom zwróciła się o przywrócenie wygnanym ludziom obywatelstwa polskiego. Nie do końca udało się to zrealizować, nie stało się to automatycznie, ale powstała bardzo uproszczona procedura odzyskiwania polskich paszportów. Ja sama ból tamtych wydarzeń noszę już pięćdziesiąt lat w sobie, a teraz na ten ból nakłada się jeszcze sytuacja, która się wytworzyła. Mam wrażenie, że myśmy się wciąż jeszcze nie nauczyli o tym mówić. Zamiatanie pod dywan trudnych tematów i problemów jest nikomu niepotrzebne. O wszelkich zaszłościach i jedna i druga strona powinna szczerze rozmawiać. Niedawno zaprosiła mnie do Markowej Pani Anna Stróż, Dyrektor Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów. I muszę powiedzieć, że spotkanie, jakie tam się odbyło, z ludźmi z Markowej i z Rzeszowa, było bezcenne. A to było dosłownie trzy dni przed ustawą, która według mnie była nieprzemyślana i nikomu niepotrzebna. Przypomnę, że mój mąż, Szymon Szurmiej, już trzydzieści lat temu nawiązywał kontakty z Izraelem i pracował nad właściwymi relacjami Polaków i Żydów. Bo to jest nasza wspólna historia. Dlatego trzeba zacząć o tym wszystkim głośno rozmawiać, nie wiem czy wszystko uda się naprawić, ale przy dobrej woli z obydwu stron wiele można dokonać.

W tym roku obok wspomnianego przez Panią spotkania pod tablicą pamiątkową na Dworcu Gdańskim, w tym samym miejscu odbędzie się spektakl plenerowy „Spakowani, czyli skrócona historia o tym, kto czego nie zabrał”. Napisanie tego scenariusza i reżyserię powierzyła Pani Agacie Dudzie-Gracz, która w zeszłym sezonie przygotowała znakomity performance oparty na twórczości Bruno Schulza.

Tak, to ogromne przedsięwzięcie, w którym weźmie udział około sześćdziesięciu aktorów, obok artystów Teatru Żydowskiego będą aktorzy gościnni i studenci Akademii Teatralnej. Bardzo wiele na ten temat z Agatą rozmawiałyśmy, bo ona chce spojrzeć na to wydarzenie z perspektywy młodego pokolenia i tutaj jestem spokojna, bo wierzę w jej ogromną wyobraźnię i wrażliwość. W przygotowywaniu tego widowiska wsparło nas wielu kolegów i przyjaciół. To dla nas bardzo ważne wydarzenie, dlatego chciałabym na nie zaprosić wszystkich mieszkańców Warszawy. Mieliśmy nawet taki pomysł, żeby wysłać do wszystkich warszawiaków zaproszenie, ale ze względów logistycznych okazało się to niemożliwe. Będziemy starali się opowiedzieć w tym spektaklu, co tak naprawdę dzieje się z człowiekiem, kiedy przychodzi mu się zmierzyć ze stratą drugiego człowieka. I o tym, czego nie da się zapomnieć, czego nie da się porzucić na zawsze i czego się nie da zabrać z kraju, który się traktowało jak własną ojczyznę.

Tego samego dnia ukaże się specjalna pocztówka ze znaczkiem wydana przez Pocztę Polską (Fundacja wystąpiła dwa lata temu o emisję rocznicowego znaczka), którą będzie można na Dworcu Gdańskim nabyć i wysłać – tak sobie marzę – dalej w świat.

Na kolejne przedsięwzięcie musiała Pani szukać znowu teatru, który chciałby zostać współproducentem, jako że – przypomnijmy – Teatr Żydowski wciąż pracuje bez swojej sceny, a na miejscu teatru, który został zburzony przez TSKŻ i Firmę Ghelamco, dzisiaj jest parking.

Tak, tym razem zwróciłam się do Teatru Polskiego w Warszawie i na tej scenie odbędzie się premiera spektaklu Anny Smolar i Michała Buszewicza pt. „Kilka obcych słów po polsku”.

Czyli postawiła Pani na pewniaka, czyli duet, który swego czasu sporo namieszał w teatralnym świecie spektaklem „Aktorzy żydowscy”.

To nie jest tak. W sztuce nigdy nie ma pewniaka. Interesowało mnie przede wszystkim spojrzenie młodego pokolenia artystów na Marzec ’68. Kiedy Mike Urbaniak wyjeżdżał do Izraela i do Stanów Zjednoczonych dostał ode mnie adresy mailowe moich przyjaciół, z którymi przeprowadził około dziesięciu wywiadów. Ale co ważne – również z ich dziećmi. A zatem w spektaklu dochodzi do głosu drugie pokolenie Marca, czyli to, jak te wydarzenia wpłynęły na losy dzieci wygnanych.

W spektaklu grają aktorzy Teatru Żydowskiego i Teatru Polskiego. Łatwo było namówić Andrzeja Seweryna do tego przedsięwzięcia?

Tak, oczywiście. Nie bez powodu zwróciłam się do Dyrektora Seweryna, albowiem ma on w swoim życiorysie piękną kartę marcową. Próby do spektaklu odbywają się w Teatrze Polskim na Karasia, co też jest dla nas dobrodziejstwem, bo wciąż musimy szukać miejsc, gdzie moglibyśmy pracować nad kolejnymi naszymi spektaklami. I tych miejsc jest coraz więcej, a co za tym idzie też i koordynacja tego wszystkiego wymaga ogromnej zapobiegliwości.

Kolejnym spektaklem przygotowywanym z okazji rocznicy Marca ’68 jest monodram „Ida Kamińska” w Pani reżyserii i w wykonaniu Joanny Szczepkowskiej.

Tak, z muzyką Pawła Szamburskiego i scenografią Izabeli Chełkowskiej.

Na jakim tekście oparła Pani ten spektakl?

Autorem sztuki „Mój teatr” jest Henryk Grynberg i oparł ją w dużej mierze na autobiografii Idy Kamińskiej „Moje życie, mój teatr” wydanej w 1973 roku w Nowym Jorku. Ale dodaję nowe elementy. Parę dni temu zadzwoniłam nawet do Stanów Zjednoczonych, do syna Idy Kamińskiej, Wiktora Melmana, by zapytać o takie zwyczajne rzeczy w ich życiu, jak na przykład to, czy lubiła herbatę, czy w domy sobie śpiewała… etc. I to będą takie - niby banalne - smaczki, które dopełnią i ubarwią obraz tej wspaniałej aktorki, dyrektorki, reżyserki i kobiety. A ponieważ bardzo cenię aktorskie umiejętności i doświadczenie Joanny Szczepkowskiej, nie mogłam sobie wymarzyć lepszej odtwórczyni dla Idy Kamińskiej niż ona.

Co nowego jeszcze czeka nas w najbliższym czasie?

Chciałabym serdecznie zaprosić na wydarzenia towarzyszące obchodom Marca ’68, które odbywać się będą w Centrum Kultury Jidysz. Szczególnie na spotkania z Andrzejem Krakowskim i z Marią Stauber, wykład Katarzyny Markusz, a także specjalne pokazy filmowe.

Poza tym chciałabym powiedzieć, że jesteśmy w trakcie podpisania umowy z Dyrektorem Krzysztofem Dudkiem kierującym Teatrem Nowym w Łodzi. Przypomnijmy, że w latach 1949-1953 był to Teatr Żydowski, kierowany przez Idę Kamińską. Będzie to jakby powrót do korzeni, bo przynajmniej raz w miesiącu pokazywać będziemy w tym teatrze nasze spektakle. Już 27 marca, w Dniu Międzynarodowego Dnia Teatru, odbędzie się łódzka premiera „Idy Kamińskiej”.

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o zbliżającej się premierze „Chumesz lider” Icyka Mangera, która jest przygotowywana w języku jidysz przez Andreia Munteanu, reżysera i producenta Teatru Żydowskiego w Bukareszcie. Spektakl będzie grany w Synagodze Nożyków. To kolejny punkt na naszej teatralnej mapie – wciąż wzbogacającej się o nowe miejsca.