W poczuciu nieodwracalnej pustki - Danuta Szaflarska we wspomnieniach aktorów Teatru Żydowskiego

Data wydarzenia: 
środa, 22 Luty, 2017 - 14:00

W poczuciu nieodwracalnej pustki - Danuta Szaflarska we wspomnieniach aktorów Teatru Żydowskiego

Danuta Szaflarska pojawiła się w Teatrze Żydowskim najpierw przy okazji „Bagaży Kultury”, które przygotowywał jeszcze przy pl. Grzybowskim Remigiusz Grzela. Na spotkanie przyszły tłumy i nagrodziły Panią Danutę (choć od razu trzeba powiedzieć, że nie znosiła, jak ją tak nazywano i z aktorami już na pierwszej próbie przechodziła na ty)entuzjastyczną owacją. Potem padła propozycja, by Pani Danuta zagrała postać Lautmanowej w „Sklepie przy głównej ulicy”, w reżyserii Łukasza Kosa. W 1967 roku Ida Kamińska za tę właśnie rolę w filmie Jána Kadára otrzymała między innymi nominację do Oscara. Dlatego też na początku, ale tylko przez moment – jak wspomina Gołda Tencer, dyrektor Teatru Żydowskiego, która prowadziła z Nią na ten temat rozmowy w Jej ulubionej kawiarence na Starym Mieście – miała pewne wątpliwości, czy tę propozycję przyjąć. Szybko jednak zmieniła zdanie i teatr mógł przystąpić do prób nad spektaklem, które trwały około trzech miesięcy. Na dwa tygodnie przed premierą nieszczęśliwy wypadek wymusił hospitalizację i operację stawu biodrowego - próby zostały przerwane, choć Pani Danuta podczas wszystkich wizyt aktorów w szpitalu, mówiła o swoim rychłym powrocie do pracy, rozmawiając z odwiedzającymi wielokrotnie tekstem ze scenariusza. No cóż, tak się jednak ze względów zdrowotnych nie stało, a aktorom Teatru Żydowskiego pozostały niezapomniane wspomnienia, których – jak twierdzą – nigdy nie zapomną. Gołda Tencer powiedziała dla TVP Kultura, że jeśli Teatr Żydowski zdecyduje się jeszcze kiedyś na wystawienie „Sklepu przy głównej ulicy” to będzie to spektakl poświęcony Idzie Kamińskiej i Danucie Szaflarskiej. 

Oto jak wspomina aktorkę z czasu prób do „Sklepu przy głównej ulicy”, asystentka reżysera  i aktorka Teatru Żydowskiego, Katarzyna Post:

Danuta Szaflarska była dla mnie osobą absolutnie charyzmatyczną i bardzo ciepłą. Miała w sobie niespotykany magnetyzm. Potrafiła totalnie koncentrować uwagę mężczyzn na sobie, a kobiety onieśmielała. Była przy tym czarująca, ale i bardzo uważna na drugiego człowieka. To, że mogłam z Nią pracować od początku było dla mnie wielkim zaszczytem. Pani Danuta miała spory dystans zarówno do siebie samej, jak i całego świata; słynęła z dużego poczucia humoru, które było może bardziej ironiczne. Na próbach była pełną profesjonalistką, zawsze przygotowana, błyskawicznie uczyła się tekstu, zawsze gotowa do jego reinterpretacji i przekształcania materii aktorskiej zawartej w roli. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci z kubkiem herbaty i ciastkiem owsianym.

O tych dwóch nieodłącznych atrybutach, towarzyszących Danucie Szaflarskiej w pracy, mówią zresztą wszyscy aktorzy z ogromnym sentymentem, tym bardziej, że Pani Danuta szczodrze ciasteczkami obdarowywała innych. Ryszard Kluge, jeden z aktorów obsadzonych w „Sklepie przy głównej ulicy”, wspomina, że swoją edukację filmową rozpoczynał od „Zakazanych piosenek”, które oglądał niezliczoną ilość razy. Do dziś uważa, że to jeden z najwspanialszych filmów, jakie kiedykolwiek oglądał. Tam po raz pierwszy zobaczył Danutę Szaflarską. Kiedy po latach spotkał ją na pierwszej próbie czytanej w Teatrze Żydowskim, czuł się zwyczajnie onieśmielony: 

To był dla mnie na początku spory stres, ściśnięte gardło niemal nie pozwalało mówić, byłem usztywniony, ale jak tylko Pani Danusia najzwyczajniej w świecie poprosiła, by mówić do niej po imieniu, pierwsze lody puściły, choć zawsze wszyscy mieliśmy dla niej ogromny szacunek. Na próbach czułem się w jakiś taki szczególny sposób, choć zawsze bardzo uważnie słuchałem tego, co mówi – tak jakbym stąpał po trawie, po kwiecistej łące i bał się, żeby najmniejszego źdźbła nie uszkodzić, nie zniszczyć, nie podeptać. Pani Danuta zresztą bardzo często podczas prób odchodziła od tekstu samej sztuki na rzecz bardzo osobistych opowieści o swoim życiu przed wojną, powstaniu warszawskim, domu rodzinnym… Ale to nigdy nie był czas stracony, bo potrafiła pięknie snuć te swoje opowieści i zawsze miały związek z tym, nad czy akurat pracujemy. 

Zresztą wszyscy twórcy i artyści pracujący na próbach „Sklepu przy głównej ulicy” podkreślają, że była zwyczajnie normalnym człowiekiem, pełnym uśmiechu, dystansu, pozbawionym gwiazdorstwa. W tym samym tonie wspomina aktorkę Grzegorz Kulikowski, który nie ukrywa, że dzięki niepowtarzalnej aurze, jaką stwarzała wokół siebie, świat przy Niej stawał się lepszy. „Danusia utwierdziła nas, że jesteśmy jednym zgranym zespołem, organizmem, którym warto grać. I jeszcze o jednym nas przekonywała – by znajdować w każdej chwili czas na uśmiech i radość” – powiedział Grzegorz Kulikowski, wcielający się w postać Balka, szefa orkiestry strażackiej.

Dawid Szurmiej wspomina: 

Współpraca z Panią Danutą była niesamowitym przejściem do innego świata - świata, który na chwilę zwalnia, skupiając się na tym, co ważne - relacjach międzyludzkich i realizowanym spektaklu. Jako starsza koleżanka (bo tak chciała być odbierana), otaczała innych swoim ciepłem. Potrafiła jednak pokazać pazura i w imieniu kolegów wyrazić swoje zdanie reżyserowi. Mam nadzieję, że w pędzie dzisiejszego świata, biegnąc na kolejne spotkanie, kolejną próbę, w pośpiechu, czasem się opamiętam - pomyślę o zarażającym uśmiechu Pani Danuty i o tym, co naprawdę jest ważne. Dziękuję jej za to, co nam przekazała i mam nadzieję, że choć w małym stopniu uda mi się to kiedyś przekazać dalej.

Główna bohaterka w „Sklepie przy głównej ulicy” była ostatnią rolą Danuty Szaflarskiej, której publiczność już jednak zobaczyć nie zdążyła. Ale w zespole Teatru Żydowskiego wciąż żyje Jej duch, Jej aura radości życia, niewyczerpana energia, ciepło, serdeczność, szczerość, życzliwość, prostolinijność i unoszący się nad sceną najwyższy kunszt aktorski, zawsze dążący do niczym nieograniczonej prawdy scenicznego wyrazu. Można było odnieść wrażenie, obcując z Panią Danutą, że upływający czas przestał dla niej istnieć, dlatego informacja o Jej odejściu była dla wszystkich pracowników Teatru Żydowskiego wiadomością niezwykle smutną, pełną żalu i poczucia nieodwracalnej pustki.