Aktualności

Jesteś tutaj

Aktualności

Pierwsza recenzja "Rehab". List Krystyny Gucewicz do Gołdy Tencer

Warszawa, 15.10.2022

 

List od Krystyny Gucewicz do Gołdy Tencer

Go, Go, Go!

 

Naprawdę niezwykłe uczucie, kiedy wychodzisz z teatru w uniesieniu, zachwycie, podziwie, wzbogacona o refleksję, niepokój, pewność, zadrę, namysł. Znasz to. Odczuwasz radość, że właśnie się zdarzyło. I pielęgnujesz wszystkie te rozedrgania, diminuenda i crescenda nastroju, zatapiasz się we własnej muzyce wewnętrznej, podtrzymujesz buszujące emocje, bo są przejawem bogactwa. Rzadki dziś stan umysłu, a nawet serc…

Od zawsze, natychmiast po premierze, telefonuję do Ciebie, gadam, wyrzucam z siebie. I nie ma, że „podobało się”, „ nie podobało się”, bo tak naprawdę nic to nie znaczy. Zmieniam się w chirurga, kolekcjonerkę tropów i skojarzeń, talentów i potknięć. Bywa, że zdarzają się takie premiery, po których telefonuję w uniesieniu, i obie wiemy, że muszę, muszę! opisać, co „widzę jasno w zachwyceniu”.  Bywa – źle powiedziane. Dzieje się naprawdę często i – jak już pisałam niejednokrotnie – sprawia, że mała scena Teatru Żydowskiego bez wątpienia jest najgorętszym miejscem na teatralnej mapie Warszawy. W TŻ przy Senatorskiej, w korytarzu zamieniającym się wieczorami w magiczne miejsce sztuki, od kilku sezonów pojawiają się pozycje nietuzinkowe, intrygujące, zaskakujące, szlachetne artystycznie, nowatorskie, drapieżne, istotne, nieoczywiste, inspirujące – wybitne.

Tak jest i tym razem.  „Rehab” – to ludzka epopeja, opowieść o dramacie Amy Winehouse, ikonie popkultury, tragicznie zmarłej legendzie sceny soulowej i jazzowej. Opowieść o braku, strachu, miłości, nałogu, opętaniu, determinacji, talencie i przekleństwie losu, zsyłającego jednej osobie niebo sztuki  i dantejskie piekło. Teatr pyta: ile jest takich osób?  Wiemy, że legion. Także obok nas - w rodzinach, w pracy, po sąsiedzku. Uzależnieni. Bez pomocy. Trzeba o tym krzyczeć, bo cisza przynosi śmierć. Teatr wydobywa ten krzyk, dedykując premierę zmarłej koleżance aktorce. Chce pełnić rolę katalizatora gigantycznego społecznego zagrożenia - alkohol, narkotyki, choroby odhumanizowanej cywilizacji. Pytanie: ilu ludzi odnajdzie w teatrze swoją beznadzieję? Czy odezwie się moc katharsis?

No dobrze. Ale chciałam o czym innym. Że jestem szczęśliwa. Ostatnio tyle się wybitnego wydobywa na codzienne światło sztuki. Perły. Tak właśnie jest. I to jest piękne. Wiadomo: perły są, bo są. Tylko że nareszcie zaczynają lśnić, wynurzają się z otchłani. Muszle otwierają się same, bo już czas. W morzu tandety, chłamu masowych produkcji, nachalnej publicystyki, taniej dosłowności, prostackiego rechotu, coraz częściej dobiega nas szlachetny ton. Jest, odzywa się coraz wytrwalej, coraz donośniej. Jakby z podziemia. I przeciwko. Na pohybel obłędowi masowej papki. Zapowiada (mówię o mojej intuicji i nadziei) powrót Sztuki.  

„Rehab” jest taką perłą, uwierz mi. I bądź dumna jako dyrektorka teatru. To czysty ton. Scenariusz jest fantastyczny – Karolina Kirsz (także reżyserka, moderatorka brawurowych temp) stworzyła partyturę losu, emocji, dramatu. Pomysł, żeby Amy miała pięć wcieleń jest nie tylko świetny ale i symboliczny (powtórzmy - ile takich osób?) Energia tych pięciu dziewczyn rozsadza przestrzeń, w niezwykły sposób powiększoną dzięki klarownej i funkcjonalnej scenografii (Ewa Łaniecka, także kostiumy, a trzeba pamiętać, że Winehouse była też ikoną mody!)

Muzycznie - pełna satysfakcja. Aktorki (w harmonii dwóch generacji) sięgają po znane utwory Amy – znane całemu światu. Co tu dużo gadać – „Back go Black” dwanaście lat temu miało 822 miliony wyświetleń! 822 miliony. Więc niech Ci nie mówią niezorientowani, że nie grasz Szekspira, tylko jakąś Brytyjkę w wersji hard. Niech słuchają. Narkotyczny bas na żywo (muzyka Jacek Mazurkiewicz) towarzyszy śpiewającym dziewczynom. Świetnie śpiewającym. Aktorki są wspaniałe w rozedrganiu, napięciu, bezradności, wściekłości, nieufności, histerii, uporze – wszystkie twarze Amy Winehouse. Energia, jeszcze raz powtórzę, niesamowita energia tego spektaklu, to jego wielka siła; wywołuje napięcie, które jest przecież istotą tamtej historii opowiadanej przez teatr. Aktorki - Monika Chrząstowska (z jaką satysfakcją oglądam ją po tylu rolach w Żydowskim, tak różnorodnych). Obok Adrianna Dorociak, Małgorzata Majewska, Sylwia Najah, Ewa Tucholska – brawa na stojąco.

Gołdo, moja  droga. Wierzę, że będą, jak ja, szczęśliwi, którzy na „Rehab” pójdą (tylko kiedy? Podobno do końca roku bilety wyprzedane). Może (daj Boże) dla niektórych to przedstawienie stanie się terapią. Może po wizycie w teatrze już  nie powtórzą za Amy:

„ They tried to make me go to Rehab

But I said no, no, no

But I wan’t  go, go, go.”

 

Gołda, teraz będzie przenośnia. Nigdy nie mów no, no, no,  kiedy pojawiają się takie projekty dla teatru.  

I pędź. Zawsze Go Go Go! Gołda.

 

 

Krystyna Gucewicz